Główna / Teologia / nauczanie / Potęga Bożego szeptu. Jak usłyszeć cichy głos Boga

Potęga Bożego szeptu. Jak usłyszeć cichy głos Boga

Potęga Bożego szeptuWielu chrześcijan doświadcza obecności Boga w swoim życiu bezpośrednio, jednak opowieści o „Bożych szeptach” pozostają sprawą osobistą (niemal wstydliwą!) i dzielimy się nimi bardzo niechętnie. Potęga Bożego szeptu to nie tylko opowieść o tym, w jaki sposób Bóg prowadził Billa Hybelsa – słynnego autora książek o duchowości chrześcijańskiej i założyciela amerykańskiej wspólnoty Willow Creek – od najmłodszych lat poprzez kolejne trudne życiowe wybory i wyzwania. Najnowsza książka autora Zbyt zajętych, by się nie modlić mówi przede wszystkim o tym, że Bóg chce prowadzić nas wszystkich. Chce być obecny w naszym życiu, strzec nas i pomagać nam na każdym kroku.

Bóg mówi do wszystkich. Jak usłyszeć Jego szept?
Hybels omawia różne rodzaje Bożych wskazówek (szepty wsparcia, ostrzeżenia i działania) oraz sposoby, w jakie możemy się przekonać, czy naprawdę mamy do czynienia z Bożym prowadzeniem. Przedstawia także poruszające świadectwa tych, dla których posłuszeństwo Bożym podszeptom okazało się największą przygodą życia.

Tytuł: Potęga Bożego szeptu. Jak usłyszeć cichy głos Boga

Autor: Bill Hybels

Fragment książki: Potęga Bożego szeptu

Usłyszeć Boży szept

Po tym przeżyciu wytężałem słuch, by usłyszeć Boży szept. Nie robiłem tego wystarczająco dobrze czy wystarczająco często, ale gdy tak szedłem ścieżką swojego niedorosłego życia i – jak wszyscy dorastający chłopcy – musiałem wybierać między dobrem a złem, czasem przypominałem sobie rymowany refren:

O ucho Samuela proszę, o Niezmierzony,
O ucho otwarte proszę i wołam.
Niech słuch mój będzie wyczulony;
Niechże Twe słowa usłyszeć zdołam.
Jak Samuel chcę odpowiedzieć na wezwanie
I być zawsze na Twoje zawołanie.

Za każdym razem, gdy w mojej głowie rozbrzmiewała owa prośba o ucho Samuela, wydawało mi się, że Bóg zsyła mi pociechę – Bóg w takim sensie, w jakim wtedy Go rozumiałem. Stawałem na skrzyżowaniu dróg oznakowanych „tak” i „nie” i słyszałem, jak mówi: „Jestem z tobą, Billy! Wybierz tę drogę, a zobaczysz, że nie pożałujesz”. Choć nie powinno mnie dziwić, że droga wskazana przez Boga okazywała się najlepszą, za każdym razem, gdy na nią wkraczałem i czułem dobre emocje, które zawsze temu towarzyszyły, patrzyłem w niebiosa i kiwając głową, mówiłem: „Boże, znów miałeś rację”.

Gdy podrosłem i wszedłem w okres nastoletni, nasiliła się moja niezaspokojona żądza przygód. Mój tata bardzo szybko odkrył we mnie temperament poszukiwacza wrażeń i wiedział, że jeśli nie zrobi czegoś, bym właściwie spożytkował energię, zrujnuję sobie życie. Jeszcze zanim skończyłem dziesięć lat, wysłał mnie w samotną podróż pociągiem do Aspen w Kolorado. Podobno chciał, żebym nauczył się jeździć na nartach, co miałoby jednak sens jedynie wówczas, gdyby był tam ze mną, by mnie instruować. Tak naprawdę, czego domyśliłem się później, pragnął, bym nauczył się odnajdywać w ogromnym, błękitnym świecie wokół mnie. I cel osiągnął.

Któregoś dnia, gdy miałem szesnaście lat, mój – trzeba przyznać – ekscentryczny ojciec, wrócił z pracy i powiedział: – Billy, uważam, że powinieneś zobaczyć jeszcze trochę świata.

Był środek roku szkolnego… i taką właśnie myśl – jestem pewien – od razu wyczytał z malującego się na mojej twarzy niedowierzania. Spojrzał na mnie i powiedział:

– Oczywiście nie można pozwolić, aby szkoła przeszkadzała ci w nauce.

Tak, tego byśmy nie chcieli.

W następnym tygodniu wsiadłem na pokład samolotu do Europy. Przez calutkie osiem tygodni – znów zupełnie sam – przemieszczałem się ze Skandynawii w kierunku Środkowego Wschodu, by następnie udać się do Nairobi w Kenii.
Po dotarciu na miejsce nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, więc postanowiłem się przejść. Po pięciu minutach gorzko pożałowałem tej decyzji. Wszedłem na zatłoczoną, brudną ulicę i stanąłem twarzą w twarz z ludzkim cierpieniem, o istnieniu którego nie miałem pojęcia. Zobaczyłem tłumy pochylonych ludzi na tle zniszczonych, zdewastowanych budynków. Skutki szerzących się chorób i niedożywienia były aż nazbyt widoczne. Czułem odór otwartych kanałów ściekowych, wdychałem ciężkie i stęchłe powietrze, i wiedziałem, że już nic nie będzie takie samo.

Gdy tak mijałem zmarnowane, przygnębione twarze, mój żołądek zaczął się kurczyć. „Jestem holenderskim dzieckiem z Kalamazoo w Michigan – pomyślałem. – Co ja tu robię?”.

Gdy skręciłem w następna ulicę, zobaczyłem chłopca mniej więcej w moim wieku. Trąd, który rozprzestrzenił się w tej części miasta, nie oszczędził również i jego. Stracił dolną część rąk, a na przedramieniu trzymał mały kubeczek. Starałem się ocenić sytuację, nie wyciągając jednocześnie nazbyt oczywistych wniosków. Nasze oczy się spotkały, a on wypowiedział tylko jedno słowo:

– Grosik?

Wcisnąłem ręce w kieszenie, ale nie znalazłem pieniędzy. Moje palce natrafiły na sztywną kartę American Express mojego ojca – dla tego chłopca bezużyteczną – a potem na czeki podróżnicze owinięte wokół złożonego biletu lotniczego do kolejnego miejsca, w które miałem się udać.

– Przepraszam – wymamrotałem, pokazując mu puste dłonie. Zawstydzony, w pośpiechu odszedłem.

Gdy byłem już bezpieczny, poza zasięgiem jego wzroku, zacząłem biec do hotelu ile tylko sił w nogach. Wpadłem do pokoju, opróżniłem kieszenie, upadłem na kolana i wtuliłem głowę na dywan. Zacząłem się modlić, choć z Tym, do którego się modliłem, nie łączyły mnie wówczas głębokie relacje i nie wiedziałem, co powiedzieć. Wiedziałem tylko, że nigdy wcześniej nie spotkałem się z krzywdą, jaką tamtego dnia widziałem na ulicy, i pomyślałam, że pomóc tu może jedynie Bóg, który, jak słyszałem, również nienawidził cierpienia.

Gdy tak siedziałem tam skulony, a po rozpalonych policzkach spływały mi łzy, dobiegł mnie niesłyszalny szept Boga: „Jeśli pozwolisz mi pokierować swoim życiem, któregoś dnia posłużę się tobą, aby zmniejszyć cierpienie, z którym się stykasz”.
Szybko przystałem na ten pakt.

– Byłoby świetnie – powiedziałem do otaczającej mnie ciszy. – Jeśli o mnie chodzi, byłoby to zupełnie w porządku.

Dane techniczne:
Wydawca: Wydawnictwo Esprit

• ISBN 978-83-61989-62-2
• EAN 9788361989622
• Format 130×200
• Stron 340
• Rok wydania 2011
• Wydanie I
• Oprawa broszurowa

Zobacz również

Aniołowie do pomocy - Lester Sumrall

Aniołowie do pomocy – Lester Sumrall

Nigdy wcześniej w historii nie było tak wielkiego zainteresowania zjawiskami nadprzyrodzonymi. Wiele gazet, czasopism, programów …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *