RóżneŻycie chrześcijańskie

Owoc Ziemi – Follette John Wright

Oceń książkę
Nie ma jeszcze głosów.
Proszę czekać...

Owoc Ziemi - Follette John WrightKsiążka Owoc Ziemi składa się z artykułów i wierszy, napisanych dla różnych Wydawnictw Chrześcijańskich na przestrzeni czterdziestu lat. Jest to bogaty owoc twórczości człowieka o niezwykłej wrażliwości, duchowości i intelekcie, który wywarł wielki wpływ na tych, którzy go słyszeli. Wydajemy tę książkę z modlitwą, aby duchowy wpływ, który John Wright Follette wywarł na swych słuchaczach, był udziałem nowego pokolenia i tych, którzy dopiero się narodzą. Zaprawdę, On, będąc martwym, wciąż przemawia.

O AUTORZE

John Wright Follette
był darem dla Ciała Chrystusowego. Był jednym z największych nauczycieli biblijnych swoich czasów – wybranym i oświeconym duchem na polu duchowej rzeczywistości. Zapłacił wielką cenę za Prawdę, której najpierw sam doświadczył, a potem przekazał innym. Powiedziałby:

„Prawda jest kosztowna; ona cię zabije, ponieważ Pan nie interesuje się tą cielesną, naturalną strukturą. Zanim może być wyzwolona w życiu, musi przejść przez śmierć”.

Jego słowa i życie pełne były czystości i mocy. Czuł się jak ten, który musi torować sobie drogę – zwiadowca, który wkracza na nowy teren i bada go; poznaje jego pułapki, jego przepiękny i cudowny krajobraz, a potem wraca i mówi: „Chodźcie, tam jest wspaniale, chodźcie ze mną”.

Bez wątpienia mógłby być kimś znanym, gdyż był nie tylko uzdolnionym nauczycielem, lecz również artystą, poetą i pisarzem. On jednak wybrał skromną drogę krzyża i uznał hańbę Chrystusową za większe bogactwo, niż sława lub dobre imię. Po tym, jak poświęcił się dla nauczania, jego służba zaprowadziła go do wielu miejsc na świecie – najpierw do Elim Bibie School w Rochester, w stanie Nowy York, a następnie do Southern California Bibie College. Swoje wyższe wykształcenie otrzymał w New Paltz, a swoje wykształcenie duszpasterskie w Taylor Uniwersity i w Drew Theological Seminary.

Jego przodkowie wywodzili się od Hugenotów i byli właścicielami dóbr w New Paltz, w stanie Nowy York, gdzie do dzisiaj stoi dom jego przodków, jako pomnik wolności religijnej, której poszukiwali. Teraz jest to Narodowy Zabytek Sakralny. 3 października 1996 roku John Wright Follette zmarł w New Paltz, w wielu niespełna 83 lat.

C.S. & S.M.S.

Fragment książki Owoc Ziemi 

DWIE REAKCJE NA TRAGEDIĘ

Czy kiedykolwiek sprawdzałeś w jaki sposób reagujesz na tragedię lub wielkie problemy? W szkole życia Bóg bardzo często wypróbowuje naszą wiarę i sprawdza nasz charakter za pomocą bolesnego ciosu lub niepowodzenia. Tragedia czyha na drodze i wiele razy spotyka nas wtedy, kiedy najmniej się jej spodziewamy. Jestem pewien, iż wszyscy wiemy, że takie doświadczanie i ćwiczenie może nam się przydarzyć bez naszego bezpośredniego udziału. Wiele, wiele razy jest to zupełnie poza naszą kontrolą. Gdyby było inaczej, prawdopodobnie unikalibyśmy wszelkich takich doświadczeń i wybieralibyśmy łatwiejszą drogę. Pamiętajmy, że to wszystko jest częścią boskiego porządku i ma swoje miejsce w naszym życiu, tak samo jak godziny słońca i muzyki. Problemy i ciężkie doświadczenia nie koniecznie są oznaką grzechu, upadku lub braku duchowości. Często są one oznaką duchowego życia i wzrostu, które Bóg musi doświadczyć i wypróbować. Jesteśmy Jego dziełem.

W życiu można zauważyć dwie reakcję na tragedię. Albo załamie nas ona duchowo, zmiękczy nas, stopi zatwardziałość i przyprowadzi nas w naszej bezradności do Boga, albo spowoduje, że będziemy szukać wyjścia, używając swoich niewielkich możliwości i ludzkiego sposobu myślenia. To z kolei zatwardza naszego ducha, czyni nas krytycznymi, a czasami także cynicznymi. Ograbia serce z wielkiego przywileju ufania Bogu i rozwijania swego życia na drodze pełnej bogactwa i pomocy.

Chciałbym podzielić się swoim osobistym przeżyciem, które mam nadzieję będzie pomocne dla tych, którzy troszczą się o pomyślność swoich bliskich. Bardzo dobrze pamiętam, kiedy będąc szesnastoletnim młodzieńcem – jest to okres pełen doświadczeń dla młodych ludzi, okres, w którym podejmowane są ważne decyzje i pierwsze kroki, decydujące często o przyszłym życiu – w naszym szczęśliwym domu wydarzyła się tragedia. Z jasnego nieba, bez żadnej winy tych, o których mówię, wielki problem rzucił cień na naszą rodzinę. Mój ojciec był chrześcijaninem, członkiem kościoła i posiadał czysty moralnie charakter. Jednak jego wiara podczas doświadczeń codziennego życia była słaba. Nie widział Boga w tym wszystkim, więc odwrócił się od Niego i nie ufał Mu. Jego ludzkie rozumowanie wzięło górę i zepchnęło go na drogę niewiary i zgorzknienia. Nie robił z tego wielkich ceremonii; właściwie to bardzo mało mówił. Jednak poprzez kilka rzeczy zauważyliśmy, jakie jest jego nastawienie. Zrezygnował z życia kościelnego, przestał modlić się przed jedzeniem i zupełnie nie interesował się rzeczami Bożymi. Wiedział, że nie jest to jego wina, więc jego naturalnym rozumowaniem było: „Dlaczego przyszło na nas takie cierpienie?”

Kiedy żyjemy dostatecznie długo, uczymy się, że problemy przychodzą nie tylko z naszej winy. Kiedy jednak już się pojawią, powinniśmy je interpretować w Bożym świetle i sprawić, aby wyszły nam na dobre. Taki problem może być jednym z największych nauczycieli dyscypliny. Byłem uczniem szkoły średniej i nominalnym chrześcijaninem, członkiem kościoła, choć nie miałem żadnej prawdziwej społeczności z Bogiem. Nie mówię tego po to, aby pokazać, że miałem wiarę, lub że byłem lepszy od mojego ojca. Chcę wam po prostu pokazać, w jaki sposób ten sam problem może wywoływać różne reakcje w ludzkich sercach. Nie miałem jeszcze w tym wieku doświadczenia, które powodowałoby we mnie taki sposób myślenia.

Byłem przerażony i wiedziałem, że ten problem jest dla mnie zbyt wielki. Dlatego też pobiegłem do Boga. Będąc w desperacji zanur2yłem w Nim swoje serce i życie. Modliłem się gorąco.

Nie było żadnych duchowych ludzi, do których mógł¬bym się zwrócić. Bóg wiedział, że byłem odcięty od wszelkiej ludzkiej pomocy. Nie miałem „kul do chodzenia”. Sam musiałem chodzić i ufać Bogu, albo (tak jak myślałem) zginąć. Przez szereg lat bardzo cierpiałem, aż w końcu doświadczyłem Bożej bliskości. W następnych latach tak wiele rzeczy się zmieniło. Problemy trzymały mnie blisko Boga. Trwało to przez osiemnaście lat. Ojciec wciąż był zgorzkniały w swym sercu, chociaż dla nas, jako rodziny, był miłym i dobrym ojcem. Utrzymywał nas i troszczył się nasz byt. Jednak ja przez cały czas wiedziałem, że w swym biednym drogim sercu nosił wielki ból. Żaden człowiek nie mógł mu pomóc, a on nie pozwalał na to Bogu, więc cierpiał w milczeniu.

Podczas tych jego osiemnastu lat życia bez Boga, oczywiście próbowałem mu pomóc. Lecz wkrótce nauczyłem się wielkiej lekcji – że istnieje różnica pomiędzy moim interesem i moim sposobem, a Bożym interesem i Jego sposobem. Musiałem przyjąć zwykły krytycyzm zainteresowanych przyjaciół. Niektórzy, jak wiecie, zawsze dziwią się, dlaczego wszyscy członkowie rodzin kaznodziejów działaczy chrześcijańskich nie są zbawiani, uświęceni i ochrzczeni. Przez całe życie doświadczałem wiele niezrozumienia i krytyki; częściowo było to powodem, dla którego trwałem przy Bogu. Nauczyłem się, że nie powinienem się angażować, bez względu na to, czy ludzie mnie rozumieją, czy nie. Często wydawało im się, że dusza mojego ojca jest mi obojętna. Modliłem się i powierzałem go Bogu. Potem nie byłem obojętny, lecz spokojny. Wiara nie jest obojętnością, brakiem zainteresowaniem lub apatią. Jest to najżywsze zainteresowanie połączone z głębokim spokojem i pewnością. Wiedziałem, że Bóg zatroszczy się o niego w Swoim czasie i na Swój sposób.

Tak jak powiedziałem, minęło osiemnaście lat. Inni dożywali zbawienia i przyprowadzali swoich bliskich do Boga. Przyjaciele, którzy byli zatroskani (lecz nie rozumieli mojej sytuacji) popędzali mnie, abym coś robił. „A co, jeśli on umrze?” mówili i opowiadali inne straszne historie. Mój ojciec nie był osobą, którą można przestraszyć. Pójście do niego z tym było po prostu złą taktyką. On był bezpieczny w rękach Boga. Osiemnaście lat później, w czerwcu, kiedy będąc z dala od domu prowadziłem nauczanie, otrzymałem wiadomość, że mój ojciec nabawił się poważnego przeziębienia i był bardzo chory. Nie panikowałem, lecz odczułem jak w moim duchu została zrodzona nowa modlitwa za niego. Modliłem się, aby Bóg uczynił to, co uważa za słuszne. To było wszystko; nie sugerowałem w jaki sposób.

Po około dwóch lub trzech tygodniach pojechałem do domu na kilka dni i zastałem ojca podupadłym na zdrowiu i niezdolnym do pracy. Był na nogach, lecz mógł chodzić jedynie na krótkie spacery. Pewnego dnia, kiedy wiedziałem, że mama była na zakupach i myślałem, że ojciec poszedł na spacer, usiadłem przy pianinie i zacząłem śpiewać. Odczuwałem, że potrzebuję małego odświeżenia Ducha (gdyż nikt z mojej rodziny nie jest Zielonoświątkowcem i nikt by mnie nie rozumiał). Kiedy tak siedziałem, śpiewałem; „Bóg zatroszczy się o ciebie”. Potem odczułem potrzebę, aby zaśpiewać drugi raz, a nawet trzeci. Duch był ze mną, a ja odczuwałem Jego słodką obecność.

Poczułem pragnienie i wyszedłem do kuchni po szklankę wody. Ku memu najgłębszemu zdumieniu, zastałem tam ojca, siedzącego we łzach. Nie wiedziałem, że on jest w domu. Nigdy nie zapomnę tego rozrzewnionego spojrzenia w jego oczach, kiedy ukrył swoją twarz w moich ramionach. Jedyne co mógł zrobić, to przyciągnąć mnie bliżej (och, jakże blisko) i ukryć swą twarz w moich ramionach. Cały szlochał, a pomiędzy łzami mówił: „Tato chce to teraz usłyszeć. Tak, mów do mnie; chcę to usłyszeć”. Nie muszę mówić, że Bóg był obecny. Był to dla nas najbardziej błogosławiony czas. To był Boży czas, a ja nie miałem z tym nic wspólnego. Bóg w cudowny sposób przyprowadził go do nowego miejsca przy Swoim boku. On przełamał się i otworzył na Boga, tak jak połamany kwiat, który nie dał światu swego piękna i zapachu, lecz teraz potrzebował światła i ciepła słonecznego i znalazł je. Wydawało się, że wlewa Boga do swojego spragnionego serca.

Kilka dni później miał atak serca i leżał na łożu śmierci. Trwało to tylko Mika dni. Coś z wielką siłą ciągnęło go na drugą stronę i wciąż powtarzał: „Och, puśćcie mnie! Chcę iść”. Dzień przed swoją śmiercią mówił do nas o rzeczach Bożych. Cytował wersety z Pisma Świętego, których nigdy nie wiedziałem, że ma je w swojej głowie swym sercu. Potem, opierając się na poduszce spoczywającej na moim ramieniu, odszedł do domu.

Umiłowani, czy spotkała was tragedia? Czy wasi bliscy są niezbawieni i odeszli od Boga? W jaki sposób podchodzicie do swoich problemów? Czy widzicie w tym wszystkim Boże działanie? Nie próbujcie tego zrozumieć – módlcie się. Pobiegnijcie do Boga i ukryjcie swoją twarz na Jego piersi. Oprzyjcie się mocno; oprzyjcie się mocno. Te osiemnaście lat było długim okresem czasu, lecz pełnym Boga. Nasze ludzkie zainteresowanie i nasza pomoc nigdzie nas nie doprowadzą. Oddajcie waszych bliskich w Boże ręce i pozwólcie, aby On rozwiązał ten problem. Wiara nie jest obojętnością; jest ona cudownie gorliwa i czujna, a jednak pełna spokoju, i może nawet śpiewać.

Tytuł: Owoc Ziemi

Autor: Follette John Wright
Wydawca: Searchlight

numer katalogowy: K02632
ISBN: 1-900119-07-2
liczba stron: 164
format: 13×20
oprawa: miękka

Oceń książkę
Nie ma jeszcze głosów.
Proszę czekać...

Podobne wiadomości

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button