Najszczęśliwsi na świecie

Najszczęśliwsi na świecie Opis książki Najszczęśliwsi na świecie:
Demos Szakarian jest z zawodu farmerem, właścicielem olbrzymiej fabryki mlecznej, człowiekiem zamożnym, biznesmenem, któremu się powiodło. Ale nie dlatego warto przeczytać historię jego życia.
Demos jest również człowiekiem wiary. Bóg jest jego najlepszym doradcą we wszystkich sprawach życia. Wiara Demosa nigdy nie ograniczała się do uczęszczania do kościoła i wykonywania religijnych praktyk. Od najmłodszych lat zadawał sobie pytania: „Czego żąda ode mnie Bóg? Jaką przeznaczył mi pracę?” Bóg odpowiedział na to gorące pragnienie służenia Jemu.

Od blisko trzydziestu lat coraz więcej ludzi z różnych denominacji chrześcijańskich na całym świecie budzi się do radosnego, prawdziwie chrześcijańskiego życia w Duchu, nacechowanego chęcią niesienia pomocy innym ludziom.

Ma w tym udział Demos Szakarian, farmer z Kalifornii, którego głównym celem w życiu jest pobudzanie chrześcijan do szerzenia Dobrej Nowiny.

Niezwykle interesująca historia życia amerykańskie go farmera ormiańskiego pochodzenia, który założył Międzynarodową Społeczność Biznesmenów Pełnej Ewangelii.
Książka ta pobudzi Cię do śmiechu i do płaczu, ale przede wszystkim zbuduje Twoją wiarę.

Najszczęśliwsi na świecie

Autor: Sherrill John i Elizabeth
Wydawca: Alfa-Ar

Najszczęśliwsi na świecie
Okładka z roku 2016

PRZEDMOWA DO WYDANIA POLSKIEGO z roku 2016
Wydawca: AF

Oto kolejne wydanie tej niezwykłej książki. Warto w związku z tym faktem przypomnieć wydarzenia, jakie poprzedziły pojawienie się tej opowieści po raz pierwszy w naszym kraju. A stało się to, można rzec, w innej epoce.

Na początku lipca 1978 roku Jan Wojnar, trzydziestoletni inżynier budowlany z Cieszyna i właściciel firmy budowlanej, dowiedział się od przyjaciela z Czech, Władysława Zagóry, że na przełomie lipca i sierpnia, w Budapeszcie, w hotelu Hilton, po raz pierwszy w krajach wschodniej Europy odbędzie się konwencja organizacji The Full Gospel Business Men’s Fellowship International. Choć ani jeden ani drugi nie byli zgłoszeni i nie mieli zarezerwowanych miejsc, pojechali tam zdeterminowani wielką chęcią uczestniczenia w wydarzeniu.

Organizatorzy nie tylko pozwolili im uczestniczyć w konwencji, ale w dodatku – ku ich wielkiemu zaskoczeniu – podczas kolacji inauguracyjnej posadzili ich obok Demosa i Róży Shakarianów. Uznano ich za gości szczególnych, bo byli jedynymi uczestnikami z Polski i Czech, a ponadto płynnie mówili po angielsku. W rozmowie z Demosem poznali w skrócie początki niezwykłego działania Ducha Świętego wśród przedsiębiorców i ludzi różnych zawodów, w wyniku czego powstało FGBMFI. Następnie Shakarian zaproponował im przetłumaczenie swojej książki „The Happiest People on Earth”.

Na obu młodych ludziach wielkie wrażenie wywarła otwartość, z jaką ci chrześcijańscy przedsiębiorcy w ekskluzywnym hotelu, w komunistycznym kraju, bez żadnego skrępowania opowiadali o Jezusie przebaczającym grzechy, przemieniającym życie, uzdrawiającym i napełniającym Duchem Świętym, a ponadto przy każdej okazji modlili się z ludźmi, często przy tym używając jednego z darów Ducha Świętego – glossolalii. Wszystko to działo się tak naturalnie i naznaczone było tak ewidentnym działaniem Ducha Świętego, że obaj wrócili do domu całkowicie odmienieni.

Jesienią Jan zabrał się za tłumaczenie otrzymanej książki. Swoimi wrażeniami podzielił się też z przyjaciółmi podczas jednej z prób zespołu muzycznego Metanoia, którego byliśmy wspólnie członkami. Książka bardzo nas zainteresowała. Dlatego Jan przekazał nam jej oryginał oraz swoje tłumaczenie z propozycją przeprowadzenia prac redakcyjnych i przygotowania maszynopisu do składu, co z radością uczyniliśmy.

W Neulengbach, wiosce położonej ok. 50 km na zachód od Wiednia, znajdowała się misyjna drukarnia prowadzona przez znanego Janowi Brazylijczyka, Paula Jarmoluka, więc jego to poprosił o wydrukowanie książki. Przez znajomych przekazał maszynopis. Drukarnia stosowała offsetową technikę druku, a skład tekstu i klisze robiono w Stanach Zjednoczonych, bo tam do tego celu używano już komputerów. Niestety, pierwszy nakład aż roił się od tzw. literówek. Skład tekstu okazał się mocno niedoskonały. Zadanie to powierzono bowiem Jugosłowianinowi w przekonaniu, że język polski powinien być mu dostatecznie bliski.

Z tego powodu Jan postarał się, aby do Neulengbach pojechał Marek Kominek, poligraf z zawodu, cieszynianin, który miał wyeliminować błędy oraz pracować przy drukowaniu książki. W listopadzie 1979 roku holenderskie małżeństwo przemyciło kamperem do Cieszyna Biblie, a wracając do siebie pojechało przez Austrię, żeby zawieźć tam Marka.

W drukarni pracowali głównie Rumuni z pobliskiego obozu dla uchodźców w Treiskirchen, dla których Paul Jarmoluk, znający język rumuński, organizował tam nabożeństwa. Dzień pracy zaczynał się o siódmej rano i trwał do późnych godzin nocnych z przerwami na obiad i kolację. W pół roku wydrukowano, oprawiono i obcięto około 75 tysięcy egzemplarzy książki „Najszczęśliwsi na świecie” w trzech wersjach językowych: polskiej, rumuńskiej i węgierskiej.

Intensywność i ciężar pracy przy maszynach drukarskich i w introligatorni wynagradzała młodym ludziom świadomość błogosławieństwa, jakie przyniosła ta książka im samym oraz czego może dokonać w życiu innych ludzi. Wynagrodzenie za pół roku pracy starczyło Markowi jedynie na pierścionek zaręczynowy dla przyszłej żony, z którą do dziś prowadzi zakład poligraficzny Logos w Cieszynie.

Książki umieszczone na paletach odbierały zazwyczaj małe ciężarówki, by je rozwieźć do siedzib różnych misji w Europie Zachodniej. Organizacja misyjna finansująca druk wersji polskiej zajęła się też dostarczaniem książki do Polski. Na początku robiono to aż tak ostrożnie, że umieszczano je w metalowych puszkach z etykietami artykułów spożywczych. Specjalnie do tego celu dostosowano format (11×15 cm) i rodzaj okładki, aby można było książki zwinąć i po kilka umieścić w puszce. Później przewożono je do różnych krajów samochodami turystycznymi, tzw. kamperami. „Przemytnicy” przyjeżdżali do drukarni, gdzie godzinami pakowano książki do skrytek. Wprost trudno uwierzyć jak wiele się ich mieściło w tak przygotowanym samochodzie. Tymi „przemytnikami” bywali Skandynawowie, Holendrzy, Belgowie i Niemcy.

Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa czwartego departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zajmującego się walką z „antypaństwową” działalnością kościołów i związków wyznaniowych, nie wiedzieli, że za tym przedsięwzięciem stał Jan Wojnar. Wiedzieli tylko, że rozpoczął organizowanie w restauracjach ewangelizacyjnych bankietów dla tzw. ludzi biznesu.

Były to w ówczesnych realiach wydarzenia niezwykłe. W eleganckich salach hotelowych lub restauracjach, przy zastawionych stołach, słuchano opowieści o Jezusie obecnym w codziennym życiu ludzi różnych zawodów. Zazwyczaj świadectwami dzielili się Polacy. Sporadycznie pojawiali się też mówcy zagraniczni. Zawsze towarzyszył temu wspólny śpiew przy akompaniamencie instrumentów i prowadzony przez zaproszonych wokalistów.

Po pewnym czasie Jan (wraz z Romanem L.) wystąpił o zarejestrowanie tej działalności. Wtedy stał się obiektem zainteresowania funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Musiał z nimi odbyć wiele rozmów. Jak nam opowiadał, prosił w tym czasie Pana, aby albo uwolnił go od strachu przed nimi, albo też zabrał mu pragnienie dalszego prowadzenia tej działalności. I pewnego dnia werset z Ewangelii wg Łukasza mówiący o tym, by nie bać się tych, którzy mogą zabić ciało, ale
nic więcej nie są w stanie uczynić, pozbawił go strachu. Odtąd inaczej czuł się podczas rozmów. Nieraz żartobliwie napomykał o swoim szefie (w domyśle: Bogu) i Jego potężnej siedzibie, czyli niebie.

Po pewnym czasie starań o rejestrację polskiego oddziału Międzynarodowej Społeczności Biznesmenów Pełnej Ewangelii prawie już uzyskano zgodę, jednak pod warunkiem, że w nazwie nie będzie wyrazu „międzynarodowa”. Jan i Roman skonsultowali to z mieszkającym w Anglii przedstawicielem Społeczności na Europę i po pewnym czasie otrzymali odpowiedź, że centrala w USA uważa, iż nazwa musi zawierać ten wyraz, inaczej zniknie namaszczenie. Nie było więc innego
wyjścia, jak nadal działać nielegalnie. I o dziwo, ta nieoficjalna działalność polskiego oddziału była przez władze tolerowana.

Z perspektywy lat można z całą pewnością powiedzieć, że nie do przecenienia jest znaczenie wizji udzielonej kiedyś Demosowi przez Ducha Świętego. Mnóstwo ludzi w naszym kraju doświadczyło duchowego ożywienia dzięki Duchowi Świętemu przejawiającemu swoją obecność podczas spotkań Społeczności oraz lektury książki. Wraz z dwiema innymi: „Oni mówią innymi językami” oraz „Krzyż i sztylet” książka ta weszła do swego rodzaju kanonu polskiego charyzmatyka w tamtym czasie. Do dzisiaj spotykamy ludzi z różnych kręgów kościelnych, którzy mają je w swoich biblioteczkach i doceniają ich znaczenie i wpływ na swoje życie duchowe.

Od siebie dodamy, że doznawaliśmy ogromnej radości pracując nad tekstem prawie czterdzieści lat temu, a też i teraz – przy kolejnym wznowieniu. Mamy nadzieję, że również nowe pokolenie, szczególnie ludzi urodzonych już w XXI wieku, zapoznając się z tym, co było znaczące dla ich dziadków i rodziców, sami też doznają wszechogarniającego wpływu Tego, który „zawsze jest ten sam, wczoraj, dziś i na wieki”.

Ludmiła i Kazimierz Sosulscy
Wielkanoc 2016 roku

Zobacz również

Byłem człowiekiem Arafata

Byłem człowiekiem Arafata – Tass Saada

Na lotnisku w stolicy Kataru oczekiwali go już bracia. Widząc pistolet za pasem starszego brata, …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *