Diabelski toast – C.S. Lewis
„Wasza dostojność! Wasze Niełaski! I wy, moje ciernie! Szanowne Diabły! Wznoszę toast na cześć kosmatej Gęby i waszej szacownej uczelni”
Na krotko przed śmiercią C. S. Lewis zebrał kilka esejów wschodzących w skład wcześniej publikowanych prac, tworząc z nich nową książkę. W pierwszych z nich opisuje powrót dobrze nam znanego diabła, który zabiera głos, zwracając się do młodych diabłów, na uroczystym obiedzie w Ośrodku Szkolenia Kusicieli.
…istny fajerwerk, poruszająca i zachęcająca lektura”
Sunday Times
„… ten zbiór esejów jest ostatnim wspaniałym dziełem znanego chrześcijańskiego pisarza”
Catholik Herald
„…książka zawiera jedne z najlepszych i najwspanialszych prac Lewisa”
Brimingham Post
Tytuł książki: Diabelski toast
Autor: C.S. Lewis
Wydawca: Oficyna Wydawnicza Logos
s. 129, 125×195 mm,
ISBN 978-83-86941-43-8
Spis treści
Diabelski toast
Mowa 9
Wewnętrzny krąg
Odczyt 28
Czy teologia jest poezją?
Rozprawa 42
Wiara niewzruszona
Rozprawa 61
Transpozycja
Kazanie 77
Brzemię chwały
Kazanie 96
Dobra robota i dobre uczynki
Rozprawa 113
Przejęzyczenie
Kazanie 123
Fragment
Opisana przeze mnie scena rozgrywa się w piekle, na dorocznym obiedzie w Centrum Szkolenia Kusicieli dla młodych diabłów. Dyrektor szkoły, dr Kosmata Gęba wzniósł właśnie toast za zdrowie zebranych gości. Stary diabeł, który jest gościem honorowym, podniósł się by zabrać głos:
Szanowny Dyrektorze, wasza Dostojność i wy Niełaski, moje Ciernie, Duchy i Wy Zacne diabły: Stało się już zwyczajem, by przy takich okazjach zaproszony mówca zwracał się do tych spośród was, którzy otrzymali właśnie Diabelski toast dyplomy i niebawem zostaną wysłani z kusicielską misją na Ziemię. Chętnie zadośćuczynię temu zwyczajowi. Dobrze pamiętam z jak wielkim drżeniem oczekiwałem na swoje pierwsze zadanie. Mam nadzieję i jestem o tym mocno przekonany, że tej nocy każdy z was doświadczy podobnych niepokojów. Kariera stoi przed wami otworem. Piekło oczekuje i wymaga od was, abyś się stali podobnie jak ja – prawdziwymi diabłami sukcesu. Jeśli tak się nie stanie, wiecie dobrze, co was czeka.
Nie mam bynajmniej zamiaru pomniejszać tego zdrowego i jakże realistycznego elementu przerażenia, tego nieustannego niepokoju, który musi działać jak bat i ostroga, przynaglając was w waszych przedsięwzięciach. Jakże często będziecie zazdrościć ludziom snu! Chciałbym jednak zarysować przed wami umiarkowanie zachęcający, całościowy obraz naszej sytuacji strategicznej.
(…)
A teraz nasz triumf. Mam pokusę rzec, że takie dusze – a raczej resztki tego, co niegdyś było duszą – są prawie niegodne potępienia. To prawda, jednak Nieprzyjaciel (z jakiegoś niezbadanego i przewrotnego powodu) uznał, że warto podjąć próbę ich zbawienia. Wierzcie mi, że to uczynił. Zwracam się do młodzieży, która jeszcze nie była na służbie: nie macie pojęcia ile wysiłku i subtelnych umiejętności trzeba było użyć, by ostatecznie pozyskać każde z tych marnych stworzeń.